Napoelon

Kiedy już poczynało świtać, usłyszano grzmoty. Niebo stało się czarne od chmur. Cesarz „w stroju nocnym” wychynął z na¬miotu. Zapukał do pokoju Marii. Łatwo sobie wyobrazić jej pełne udręki zakłopotanie. „Prawdopodobnie wiedział, że jego piękna Polkà boi się burzy, i pragnął ją uspokoić” — pisze André Castelot.
Nazajutrz rano cesarz długo nie pokazywał się gościom, którym przyniesiono śniadanie z Marciana Alta, gdzie zamieszkiwała Ma¬dame Mère. Wybiła pierwsza w południe. Do pokoju Marii zapu¬kał teraz szambelan Traditi z oświadczeniem, że Napoleon ocze¬kuje na nią i na jej syna w kaplicy Madonna del Monte. Mały Aleksander w polskim stroju — kontusik i czapeczka z futrem — stąpał drobno obok matki, by w ciemnej, oryginalnej kaplicy zo¬baczyć ojca znowu. Ten powitał ich, jak i poprzedniego dnia, w na-stroju jak najlepszym. „Rzecz osobliwa — zapisze potem Aleksander w pamiętniku — byłem przecież małym dzieckiem, a mimo to znakomicie pamiętam domek, w którym mieszkaliśmy, przypominam sobie Napoleona i wszystko, co mi mówił, a także namiot, w którym mieszkał, i nawet towarzyszących mu grenadierów”. Cała trójka — Maria, Napoleon i Aleksander (ten ostatni niesiony przez ojca na ramionach) — poczęła posuwać się ścieżką wśród wiecznie zielonych krzewów. Pachniały późne cyklameny i mirty.
Maria także zapamiętała wiele ze swojej elbańskiej przygody.
„Krajobraz w niektórych miejscach był mi całkiem nie znany, choć zmrużywszy oczy, można by stwierdzić — gdyby nie wzniesienia — że widzi się lasy Kiernozi, które tak często, niestety, przetrzebiane siekierą, przerzedzone są mocno. Zarośla, zagajniki, a tak¬że — to tu, to tam — sosny. Długo jednak złudzenia nie trwały. Widoki były osobliwe, niepodobne do innych.
Cesarz pojął, że to zrozumiałam. Stworzyło to dla niego okazję, by zaszczycić mnie jedną z tych świetnych lekcji, tak zręcznie pomyślanych i wypowiedzianych, tak cennych, jakie lubi niekiedy dawać, a którym zawdzięczam przeważającą część z tego, co wiem.
Porównywał działalność elbańskich maquis do tychże z Korsyki, gdzie tylu uciekinierów — wyłączywszy bandytów — znalazło schronienie w ciągu wojen, dzięki czemu uniknęli więzienia czy wyroków śmierci, wydanych przez Republikę Genueńską. Mówił o wiekowym przywiązaniu korsykańskiej szlachty do Francji, której służyli z szablą w ręku w rozmaitych okresach, a zwłaszcza w XVI i XVII stuleciu. Powiedział także, że dziękuje Bogu za to,