Napoelon cz.2

Po czym, lekko skinąwszy głową na powitanie, przeszedł między
szeregiem gości, skłonił się przed gospodynią przyjęcia i wyciągnął rękę w kierunku Marii. Nie po jej dłoń, ale po biało-czerwoną szarfę, jaką miała przypiętą do ramienia. Ujął ją, odpiął, przycisnął do serca, ucałował, po czym znowu przypiął do ramienia pani Walewskiej. Istnieje wersja inna: ponoć cisnął szarfę o podłogę. Wątpliwości zdaje się jednak nie ulegać fakt, iż w chwilę po manewrowaniu szarfą, ujął rękę Marii i ofiarowując jej ramię, powiedział:
— Proszę ze mną, pani.
Maria wzruszona była niezwykle. Szkarłatna pod ciężarem spojrzeń wszystkich zaproszonych, przeszła z Naczelnikiem w kierunku stołu. Kościuszko napełnił dwa kieliszki alkoholem i zanim swój wychylił do dna, wyrzekł głośno: — Resurrexit, sicut dixit. Alleluja!
„Dwa krzesła — pisze Ornano — pozostały przy święconym puste. Jedno należało do sławnego żołnierza spod Maciejowic, który na swoim chudym koniku, ledwie przecisnąwszy się przez wiwatujący tłum gości, odjechał. Drugie miało być zajęte przez skromną kobietę, patriotkę, która zamknąwszy się teraz w przeznaczonym
dla niej pokoju wraz z synkiem, opowiedziała mu historię o małej księżniczce, torturowanej latami przez straszny sen, a którą obu¬dził czarodziej w dniu Pańskiego Zmartwychwstania.”
6 maja 1812 roku została — na własną prośbę — przyjęta przez cesarza w Tuileriach. 5 maja Napoleon zawiadomił ją, iż audiencja odbędzie się „jutro, we wtorek, o godzinie pierwszej”, trzeba, by weszła „małymi drzwiami od strony rzeki”.
Jeśli wierzyć hrabiemu Ornano, cesarz omawiał z Walewską sprawy polityczne, wyrażał się przy tym o Kościuszce — święcone u Jabłonowskich było mu już znane z politycznych relacji — z szacunkiem, ale dość cierpko.
— Nie ma on w Polsce autorytetu takiego, jaki chciałby mieć. Wiele szlachty poważa go uczuciem dość spopielałym. Lud go czci, ale poszliby za nim tylko starzy. Młodzież ma inne widoki. Jego gest wobec pani jest wszakże gestem zręcznym. Uczynionym we właściwym momencie. Jego hołd, skądinąd, bardzo ci się należał.
Maria chce się w aurze politycznej zorientować u źródła (wiadomo przecież, że od lat pasjonowała ją sprawa polityki i dyplomacji; w tylu powikłanych historiach — choćby w Meidling — brała udział osobiście, co choćby generał Tomasz Łubieński w liście do żony odnotował).
— Postępek generała w obecności wielu naszych żołnierzy — odpowiedziała — sposób, w jaki ucałował nasze barwy narodowe, wzbudził ogromny entuzjazm. Dobrze chyba, kiedy tuż przed wojną patriotyzm przybiera formy nawet egzaltowane.
— Tuż przed wojną? — zdziwił się cesarz.
— Czyż nie jest nieunikniona? Polacy powinni chwycić za broń.
Popatrzył na nią bystro.
— Chodź, wytłumaczę ci wszystko.
Podprowadził ją do mapy, dość mocno uszczypnął ją w ucho, co u cesarza Francuzów oznaczało irytację nie pozbawioną czułości.
— Tym gorzej, że cię zabolało. Bronić złej sprawy, by dowiedzieć się ode mnie prawdy, to zbrodnia obrazy majestatu!… Wojna wcale nie jest nieunikniona. Mam nawet nadzieję, że nie wybuch¬nie Tymczasem, w istocie, wisi w powietrzu. Kryzys ekonomiczny sroży się na całym świecie.
Dotknął teraz palcem pewnych obszarów na mapie: Francja, Anglia, Rosja.
Trzeba, by te trzy państwa zjednoczyły się, ażeby zwalczyć