Walka ta prowadzona była długo, uparcie i konsekwentnie i nie polegała wyłącznie na negacji. Siciński jest projektantem kilku willi, które się odznaczają wyjątkową urodą. Dwie z nich specjalnie się wyróżniają. Jedna na ulicy Szkolnej, tak zwanych „Dołach”, najniżej położonej dzielnicy Kazimierza. Tam u stóp zadrzewionych skłonów góry trzykrzyskiej, po obu stronach rzeczki Grodarz — rozmieściły się liczne domki. Tu właśnie znajduje się dom Beren- sów, nowy, w odróżnieniu od starego, który nieco dalej służy jeszcze za mieszkanie, a nawet pensjonat. Ten „nowy” jest wyjątkowo piękny. Ładnie i celowo pobudowany, prześlicznie umieszczony w otoczeniu róż i kwiatów — zachwyca każdego, kto tu zawędruje.
Drugie dzieło Sicińskiego to znana ogólnie i podziwiana willa Marii Kuncewiczowej, którą można byłoby bez przesady nazwać cackiem architektonicznym. Toteż po wojnie, gdy rodził się projekt wzniesienia w Kazimierzu domu architekta, jemu właśnie powierzono to zadanie. Sprawa była wyjątkowo skomplikowana. Chodziło bowiem o obszerny użytkowy budynek, który stanąć miał w samym sercu Kazimierza — na historycznym Rynku. Dom miał więc przeznaczenie hotelu, ze wszystkimi nowoczesnymi wygodami. Jednocześnie nie wolno było nim zeszpecić Rynku. Porównania zaś z Przybyłowskimi kamienicami żaden chyba dom współczesny nie może wytrzymać.
Te wielkie trudności Siciński szczęśliwie pokonał. Powstał budynek, który swą stroną zewnętrzną, właśnie wychodzącą na Rynek, zlewa się z całością, dzięki umiejętnie zaprojektowanej attyce, bardzo skromnej, leciutko stylizowanej pod otoczenie. Wnętrze zaś jest przestronne, wygodne, w miarę archaizowane. Piękne dzieło, które się już stało częścią nieodłączną Kazimierza i jego dumą.